|
Gdziekolwiek są moje Gumisie tam jest raj........
środa, 21 marca 2012
Podróż
Pojechaliśmy z Mefikiem do Bardzo Dużego Miasta na zakupy. Zakupy udane, spore przeceny...ale dziś nie o tym. Na drogę wzięliśmy całą dyskografię Radiohead. I przez całą podróż prawie wcale nie rozmawialiśmy. Tylko słuchaliśmy. A ja mogłem sobie kątem oka poobserwować mojego 14-letniego szczeniaczka. I to było lepsze od rozmowy. Poczułem się stary. Ale tak pozytywnie. To fajne uczucie mieć takiego potomka. I fajne uczucie móc zobaczyć, że tak samo jak ja przeżywa dobrą muzykę ( a ta dla mnie jest bardzo ważna), ze dźwięki tak jak mnie, ąż go bolą tam gdzieś w środku jeśli są dobre. Moja krew.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Magia kłamstwa
Skończył sie Dr. House zaczęła się Magia kłamstwa . Zapowiada się na kolejny ulubiony serial Mefika. Pokerowa twarz dr Lightmana zdobyła jego uznanie juz po pierwszym odcinku. Ostatnio ulubiona zabawą u nas w domu jest obserwowanie twarzy domowników i szukanie na nich oznak pogardy. Co chwila ktoś specjalnie wykrzywia wargę.
wtorek, 07 lutego 2012
środa, 01 lutego 2012
Władca Pierścieni
Sobota po południu. Mefik nawala na kompie we Władcę Pierścieni. Dobrze mu idzie. Kładzie orki pokotem w Helmowym Jarze. -Lekcje zrobione? -Tak, oczywiście. Niedziela po południu. Mefik nawala we Władcę Pierścieni na kompie. Dobrze mu idzie. Kładzie orki pokotem pod Minas Tirith. -Lekcje zrobione? -Hm...zaraz sprawdzę. Sprawdził zeszyty. -Zrobione Poniedziałek wieczorem. O 18.45 Mefik skończył nawalać we Władcę Pierścieni na kompie. Dobrze mu szło. Wszystkie orki leżą pokotem. Nagle... -O, qrczę!! Macie papier kancelaryjny? Na jutro musze napisać specjalną pracę domową z polaka. -Kiedy wam to zadała? -Tydzień temu... Poleciał do sklepu szukać papieru. Wrócił po pół godzinie. Nie kupił. Wszystko juz pozamykane. -Nie ma sprawy. Poproszę o ENKĘ. Raz na pół roku można byc nieprzygotowanym. -Ok. Wtorek wieczorem. Mefik nie nawala we Władcę Pierścieni na kompie. Orki tym razem przeżyją. -Nie uznała mi i innym 10 osobom ENKI. Powiedziała, że to była praca na którą mieliśmy aż tydzień. Dostałem pałę.
Pierwsza w gimnazjum. Może go trochę otrzeźwi. Dzisiaj obiecał nie włączać kompa.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Dowcip/Golenie
Syniu wczoraj dowcip powiedział. Leżałem na ziemi i płakałem ze śmiechu. Moja krew. W bajkowej krainie żyły sobie dwie córeczki króla - Płatek oraz Cegiełka. Pewnego dnia jedna z córek pyta się ojca: - Tato, dlaczego nazywam się Płatek? - Ponieważ gdy się urodziłaś przez okno wpadł mały płatek róży i upadł na twoją główkę, kochanie. Na co odpowiada Cegiełka: - BAŁGAGABRABRAHBRALKABRAKRABRAKLRJAHRKBARKABKERL ************************************ Młodemu rzucił sie pod nosem delikatny wąs. Jako, że zawsze z wąsów się nabijaj Mefik też tego nie znosi. Poprosił mnie o pomoc. Zgoliliśmy. Tzn. ja mu zgoliłem. Qrcze, niedługo Syniu bedzie juz dorosły, :(
wtorek, 10 stycznia 2012
Grę już zaczynać czas.
Sześć dni czekania na priorytetową przesyłkę. Dziękuję Poczcie Polskiej, ze mimo wszystko nie zgubiła tego po drodze.
Dzisiaj w godzinach wieczornych Ciemna Strona Mocy (ja) spróbuje odbić krążownik separatystów z rąk Rebeliantów ( Syniu). Czuję, że będzie rzeź. Losowe figurki na które się załapałem są deko słabsze od oddziału Mefika. Nie mogę wysiedzieć w pracy. W powietrzu juz czuć zapach po zderzeniu sie dwóch laserowych mieczy. Młody siedzi w domu i ustala swoja taktykę. Ja pójdę dziś "na pałę". Desperacki szturm droidów bojowych powinien odwrócić uwagę Młodego od moich Jedi i jest szansa, że wytępie całe to rebelianckie plemię na planszy. Trzymajcie za mnie kciuki. podpisano: Dad Vader
wtorek, 27 grudnia 2011
Muzyczne podsumowanie roku 2011
1. Kasabian- Velociraptor! 2. Foo Fighters- Wasting Light 3. Jane's Addiction- The Great Escape Artist To pierwsza trójka Mateusza z tego roku. Moja wygląda tak: 1. Jane's Addiction- The Grat Escape Artist 2. Morne -Asylum 3. Kasabian- Velociraptor! Małe różnice i to mnie cieszy. Foo Fighters też mi podchodzi, ale jest dalej w moim zestawieniu. Mefika nie zachwycił tylko ciężki, crust'owy Morne. Nastawiony jest jeszcze , jak widać, na krótkie, w miare melodyjne kompozycje. Ale pracuje nad tym:D
Booster
Prezenty rozdane.
Tak jak przewidziałem-Mefik dostał świra na punkcie swojego nowego bitewniaka. Chce grac non-stop. Ograniczeni jestesmy tylko ilością naszych figurek-to starter tylko. ale od czego sa sklepy internetowe. Młody od kilku dni przegląda oferty i szuka ciekawych boosterów ( specjalne zestawy zawierające 7 losowo wybranych figurek). Każdy booster jedyne 25 zł. Uzbierał do niedzieli stówę i od rana chodził zadowolony, ze wkrótce kupimy 4 nowe boostery. Wczoraj byliśmy na rodzinnej imprezie gdzie od różnych cioć, wujów, babci dostawał kasę. Gdy wychodziliśmy wieczorem szepnał triumfalnie: Osiem nowych boosterów, hehe
środa, 21 grudnia 2011
Jesteśmy wzruszeni....Smacznego, Syniu
Choinka już u nas stoi. Jak zwykle w pokoju Mefika, żeby czasem pies się do niej nie dobrał. Leżą też już prezenty. Mefik w tym roku sie szarpnął. W wielkiej torbie leży prezent dla mnie i dla Gumisia. Podejrzałem co to. Przez przypadek, bo jest słabo zapakowane....Zaparzacz do kawy, herbaty i ziół. Kochany dzieciak wydał na to prawie 30 zł. Taka suma widnieje na paragonie, który niechcący wrzucił do prezentu. Przy okazji możemy z niego wyczytać też, ze w czasie zakupów połakomił się też na batonik czekoladowy. Smacznego kochany łakomczuchu.
Ciekawe czy spodoba mu się nasz prezent? Udało mi się kupić tanio grę figurkową Star Wars Miniatures. W świeta stoczymy wiele bitew Klony vs. Sithowie heheh
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Writer
W(Mati):Good Morning! Do you want to reserve a table? K1(Kondzio): I want to reserve a table for two people for 6 p.m. today. My name is Johnson W:Ok, see you then. *** W:Good Evening! Do you have a reservation? K1: Yes, we’ve got. Name is Johnson W:Ok, here’s your table. K2(Kczyku):But we wanted a table for two! W:Oh, there must be something wrong. I’m sorry, there was two Johnsons. There is your table, and here are the menus. I’ll be back in 10 minutes *** W: Would you like to order? K1: Yes. I’d like a fried chicken. W: I’m sorry, we’re out of chickens. K1: Oh! Then I want a fried fish and a salad. K2: And I want a tomato soup. W: Ok. You have to wait a few minutes. *** W: Here’s your soup, and here’s a fish and a salad for you Mr. Johnson. K1:Thank you K2: There’s a fly in my soup!! W: I’m really sorry. I’ll bring you a new one, and strawberry cake for free. K2: I’m allergic to strawberries. W:Then a cherry one. I’m really, really sorry. *** K1: Excuse me! We want a bill. W: Ok, here it is. K1: What?! 50 pounds?! We’ve expected half of that price! K2: We haven’t ordered a chicken. And a pizza, that you have counted here. W: The computer must be broken. I’m sorry it’s 20 pounds you have to pay. K1: There wouldn’t be any tips. We’re leaving now. Next time we’re going to choose better restaurant! -------------------------------------------------------------------------------------------------------------- To był listopad. Było zimno, padał deszcz i wszystko dookoła było szare. Miałem za sobą kolejny beznadziejny dzień w szkole. Pan Nowak, nauczyciel historii znowu miał do mnie pretensje, tym razem o jedynkę ze sprawdzianu o starożytnym Rzymie. Dostałem ją dlatego, że jego wykłady były tak nudne, ze nic z nich nie zapamiętałem. Pomyślałem wtedy, że będę musiał wypożyczyć jakąś książkę z biblioteki, i z niej się uczyć. Przystanąłem przy słupie ogłoszeniowym, na którym pojawiły się dwa nowe plakaty. Pierwszy, większy i bardziej kolorowy, był reklamą jakiegoś koncertu. Drugi plakat, a właściwie kartka formatu A4, była czarno-biała. Napis głosił: Zatrudnię ochotnika do badań naukowych. Praca dobrze płatna, wymagana kondycja fizyczna i znajomość historii. Kontakt: 555 555 555 Wzruszyłem ramionami i poszedłem w stronę domu. Odparłem powitalny atak psa, rzuciłem szybkie „cześć” do mamy, ślęczącej nad jakimiś papierami i włączyłem komputer. Wziąłem z kuchni napoczętą paczkę ciastek i po 15-minutowych poszukiwaniach znalazłem coś obiecującego. Niestety nowo otwarta „Biblioteka Historyczna” była prywatna i zapisanie się do niej kosztowało 60 zł. Drogo, ale lista książek zamieszczona w Internecie wyglądała zachęcająco. Jedynym problemem było to 60 zł. Nawet nie próbowałem prosić rodziców, którzy pewnie przeprowadziliby małe śledztwo i wykryliby te jedynki z historii, które skrzętnie ukrywałem od początku roku. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Jak szalony zbiegłem po schodach, mając nadzieję, że ta ulotka jeszcze tam jest. Była. Zadzwoniłem pod podany numer i umówiłem się na spotkanie jutro po szkole. *** Następnego dnia o 15.00 stałem pod obdrapanym wieżowcem na ul. Chopina. Miałem się udać na ostatnie, 12 piętro. Zgodnie z prawem Murphy’ego na windzie wisiała tabliczka z napisem „Winda nieczynna”. Westchnąłem i zacząłem się wspinać po schodach. Po dotarciu na górę okazało się, że ogłoszenie zamieścił profesor Mirecki. Miał ok. 60 lat, siwą brodę i takie same, długie włosy. Wytłumaczył mi, na czym polega jego projekt. Z początku nie mogłem uwierzyć w to, co mówi. Twierdził, że skonstruował wehikuł czasu. Dopiero gdy pokazał mi kilka zabytków wyglądających na stare, ale nie zniszczonych, jak te, które widziałem ostatnio w telewizji. Jednak ostatecznie przekonała mnie sama maszyna. Wielki łuk, wysoki na 2 metry, a szeroki na ok. 4 był otoczony wielkimi maszynami. Na samym łuku znajdowały się głośne elektromagnesy, z których wydobywały się pojedyncze niebieskie iskry. Wrażenia dopełniało basowe buczenie. W kącie stała jakaś konsola i kilka komputerów, wokół których krzątało się kilku asystemtów. Profesor wyjaśnił mi, że sam mógłby podróżować, jak to robił już wcześniej, jednak spadł ze schodów ( Przez to, że winda była zepsuta!) i zwichnął kostkę. Wobec tego był zmuszony zatrudnić ochotnika, który miał kontynuować badania starożytnego Rzymu. *** Następne dwa tygodnie spędziłem ucząc się łaciny z książki, którą dał mi profesor. Kiedy umiałem już w miarę się porozumiewać, nadszedł czas mojej pierwszej podróży w czasie. Znajoma profesora uszyła mi tunikę wyglądem przypominającą te oryginalne, ale mającą też kilka kieszeni. Schowałem do nich komórkę, mapę miasta i sakiewkę z osiemdziesięcioma sestercjami. Dostałem też srebrny przedmiot wielkości butelki, z czerwonym przyciskiem. To urządzenie miało pomóc mi wrócić do domu. Profesor wręczył mi dwa Snickersy, twierdząc ze podróż zabiera dużo energii i żebym się najadł. Zjadłem pół batona, a resztę wcisnąłem do kieszeni. Mirecki poinstruował mnie, że mogę ingerować w przeszłość, jednak nie w dużym stopniu, a pod żadnym pozorem nie mogę wyjawić skąd przybyłem. Profesor wcisnął kilka klawiszy na konsoli w rogu pokoju, po czym z pierścienia zaczęło wydobywać się więcej iskier. Błękitna poświata wypełniła pomieszczenie. Profesor dał mi znak, a ja ruszyłem w kierunku podestu, na którym stał wehikuł czasu. Zimne światło mnie oślepiło, coś huknęło i nagle poczułem powiew chłodnego wiatru. *** Znajdowałem się na dużym placu, w którym rozpoznałem Forum Romanum. Ludzie przechodzili koło mnie, tylko niektórzy zwracali na mnie uwagę. Wyglądałem w zasadzie podobnie do nich wszystkich. Tchnięty nagłym przeczuciem sięgnąłem do kieszeni po komórkę. No tak. W 46 r.p.n.e nie było zbyt dużego zasięgu. Całe szczęście, że aparat wbudowany w telefon mógł działać bez niego. Dyskretnie zrobiłem zdjęcia pałacu, po czym udałem się na zwiedzanie Wiecznego Miasta. Zobaczyłem i sfotografowałem między innymi Koloseum, Circus Maximus, na którym właśnie odbywały się wyścigi rydwanów, Pałac Cezara, który zobaczyłem tylko z daleka, i kilka wspaniałych świątyń. Około 18.00 poczułem głód. Baton, którego miałem w kieszeni mógłby wzbudzić zbyt dużą sensację i ujawnić mnie jako przybysza z przyszłości. Wstąpiłem więc do „Karczmy Galijskiej”, z której dochodziły smakowite zapachy. Wydałem 20 sestercji na pyszną wołowinę w sosie winnym, popitą sokiem z iberyjskich pomarańczy. Byłem najedzony jak nigdy. Nagle poczułem na ramieniu ciężką rękę w stalowej rękawicy. Kiedy się obróciłem ujrzałem pięcioosobowy oddział legionistów. Ich dowódca powiedział: „W imieniu Cezara, jesteś aresztowany!”. Wszyscy goście karczmy spojrzeli wtedy w moją stronę. Próbowałem wytłumaczyć im, że to pomyłka, ale oni nie chcieli słuchać. Wyprowadzili mnie w łańcuchach na rekach i zaprowadzili do lochów Koloseum. Następnego dnia, po bezsennej nocy, śniadaniu składającego się ze starego Snickersa odwiedził mnie sam Cezar. Juliusz Cezar. Miał około 50 lat, siwe włosy i fioletowy płaszcz ze złotymi wstawkami. Nie ośmieliłem się odezwać pierwszy, ale zrobiłem mu zdjęcie (Całe szczęście, że nie przeszukali mi kieszeni). W końcu władca odezwał się do mnie: -Kim jesteś? -Słucham? – Nie miałem pojęcia o co mu chodzi. -Kilku moich szpiegów widziało cię dzisiaj przy najważniejszych budynkach miasta, z jakimś dziwnym, czarnym przedmiotem i wyraźnie coś ukrywającego, więc pytam cię: Kim jesteś? - Nie był zły, ale słychać było zdenerwowanie w jego głosie. Przypomniałem sobie słowa profesora. Nie mogłem mu przecież powiedzieć, ze przybyłem z 2011 roku. -Wciąż nie rozumiem pytania, Wasza Wysokość. -Cóż, wobec tego może przypomnisz sobie jutro na arenie. Jeden z legionistów przyniesie ci zbroję i miecz. Życzę szczęścia.
Nie zrobiłem nic złego, a musiałem walczyć na arenie. Chodziłem kiedyś na szermierkę, ale co mi ona da, jeśli dwumetrowy mięśniak rzuci się na mnie z toporem? Tamtej nocy znowu nie mogłem zasnąć, ale zmęczenie w końcu zrobiło swoje. Rano obudził mnie jeden z legionistów. Kublem zimnej wody. Dosłownie. Kazał mi szybko ubrać zbroję i wychodzić. Moja walka odbywała się jako pierwsza. Kiedy wyszedłem na arenę zobaczyłem około 50 000 ludzi, wszyscy wpatrzeni we mnie. Gdy ujrzałem mojego rywala pomyślałem, ze w moich czasach byłby bokserem albo zapaśnikem. Nie miał hełmu, był łysy, wysoki na co najmniej metr dziewięćdziesiąt, szeroki, a jego ramię miało szerokość mojej głowy. Wyciągnął zza pleców miecz, dwa razy większy od mojego. Zacząłem się powoli cofać, gdy nagle przewróciłem się o jakiś kamień. W momencie, kiedy zobaczyłem mojego przeciwnika uśmiechającego się i ruszającego na mnie zauważyłem ciemnobrązowy kształt wylatujący mi z kieszeni tuniki, którą wciąż miałem pod zbroją. Zorientowałem się co to było dopiero gdy drugi gladiator leżał na ziemi. Poślizgnął się na niedojedzonym Snickersie. Powoli wstałem. Przeciwnik wyglądał na nieprzytomnego. Nic dziwnego, skoro nie miał na sobie hełmu. Na widowni zapadła cisza. Po dłuższej chwili Cezar wstał i powiedział swoim donośnym głosem: - Pokonałeś najlepszego gladiatora w Rzymie bez dotykania go. To jakaś barbarzyńska magia! Straże! Aresztować go! Zobaczyłem około setkę uzbrojonych po zęby żołnierzy wybiegających z lochów. Poprawiłem zbroję, przygotowując się na najgorsze. Wtedy wyczułem jakiś przedmiot pod tuniką. Wyciągnąłem go. Była to owa srebrna tuba, która miała mnie sprowadzić do domu. Szybko wcisnąłem przycisk. W powietrzu przede mną pojawił się niebieskawy otwór, przez który widać było mieszkanie profesora. Legioniści cofnęli się przerażeni. Nie namyślając się długo wskoczyłem w portal, który zamknął się chwile później. *** Wynagrodzenie od profesora miało wysokość 10 000 euro. Zapisałem się do tej biblioteki, i znalazłem tam wiele ciekawych książek. W telewizji widziałem program o jakiejś starej kronice, odnalezionej w ruinach Rzymu. Było tam napisane o wojowniku, któremu pomogły magiczne siły. Na szczęście eksperci zaproszeni do programu uznali to za mit. Profesor sprzedał moje zdjęcia mediom, opisując je jako rysunki jego przyjaciela. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że sprzedanie technologii Pierścienia komukolwiek byłoby zbyt niebezpieczne, więc projekt pozostał tajny. Największą satysfakcję miałem jednak, gdy pan Nowak wpisywał mi szóstkę za referat o starożytnym Rzymie
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To dzieła mojego Synia: scenka na język angielski i opowieść o starożytnym Rzymie plu podróże w czasie. |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Dla dzieciaków
Dzieciaki
Godne polecenia
Inspiracje
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||